RSS
wtorek, 30 października 2012

 

16:37, czeszka22
Link
poniedziałek, 29 października 2012

Jak Ślązacy zawojowali Teksas

Ślązacy w Teksasie to dziś gwiazdy country, farmerzy, biznesmeni. Ich przodkowie wyemigrowali w XIX wieku, a potem okazało się, że w Ameryce ich sąsiadami zostali Niemcy i Czesi.

Życie teksańskich Ślązaków sportretowali Tomasz Liboska i Michał Jędrzejowski, którzy Śląsk fotografują od lat. Ich zdjęcia można oglądać w Muzeum Śląska Opolskiego na wystawie "Don't mess with Texas". Spotkanie z autorami dziś o godz. 18.



Anita Dmitruczuk: Skąd pomysł, żeby Ślązaków szukać w Ameryce?

Tomasz Liboska: Tam żyją potomkowie emigrantów, którzy wyjechali z zaboru pruskiego jeszcze w XIX wieku. To właśnie w Teksasie zakładali pierwsze polskie osady takie jak Panna Maria czy Częstochowa. Polacy w Nowym Jorku czy Chicago to okres znacznie późniejszy. Inna rzecz, że jak nasi Ślązacy przybyli na miejsce, to jak zobaczyli, że wokół jest tylko pustynia, chcieli powiesić księdza, który ich tam wyprowadził. Potem okazało się, że np. w miejscowości Panna Maria jest uran, na którego wydobyciu wiele osób się bardzo wzbogaciło.

Potomkowie tych emigrantów pamiętają, że są Ślązakami?

Dziś żyje tam już szóste czy siódme pokolenie, a za uświadamianie korzeni tym ludziom odpowiada w znacznej części tamtejszy ksiądz, który notorycznie organizuje pielgrzymki na Śląsk. Tych ludzi nie da się wyodrębnić wizualnie, mają takie same domy czy samochody jak każdy mieszkaniec Teksasu. Jednak jeśli porozmawiać, zwłaszcza ze starszymi osobami, to słychać, że godają. Śląski po prostu słychać.

W Polsce temat Ślązaków jest ostatnio bardzo modny. Oni też rozgraniczają to, co polskie, od tego, co śląskie?

Nie, to chyba zbyt skomplikowane. Oczywiście dokonując sporych uproszczeń, to muszę powiedzieć, ze z naszego doświadczenia wynika, że Ślązacy mieli na emigracji przede wszystkim mocne poczucie polskości. Trochę tak jako kontrę do zaboru pruskiego, z którego przecież wyjeżdżali. I to zogniskowanie na polskości się utrzymało, bo okazało się, że po przebyciu tysięcy kilometrów i zbudowaniu domów praktycznie na pustyni ich sąsiadami zostali... Niemcy i Czesi, którzy też zawędrowali w tamte okolice.

A kim są dzisiaj Ślązacy z Teksasu?

To jest właśnie najciekawsze. Wśród potomków emigrantów ze Śląska znaleźliśmy np. gwiazdę country, biskupa, znanego dziennikarza, który robił wywiady z wybitnymi tego świata, znaleźliśmy też zwykłych farmerów czy milionerów, którzy wzbogacili się na wydobyciu uranu i dziś żyją w domach spokojnej starości. To właśnie ich codzienne życie postanowiliśmy fotografować.

 AMD/Gazeta Wyborcza

 http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,12759658,Jak_Slazacy_zawojowali_Teksas__ZDJECIA_.html



15:36, czeszka22
Link
piątek, 26 października 2012

Pictures by: Trójka, Polskie Radio Program Trzeci



18:59, czeszka22
Link
czwartek, 25 października 2012

 Najszybszy w USA odcinek autostrady, po którym można poruszać się z maksymalną prędkością ponad 136 kilometrów na godzinę (85 mil na godzinę), oddano w środę do użytku w Teksasie. Nowa autostrada łączy Austin i San Antonio, dwa najszybciej rozwijające się miasta tego stanu. Za szybszą jazdę 64-kilometrowym odcinkiem autostrady nr 130 położonej na południowy wschód od Austin kierowcy zapłacą 6,17 dol. w jedną stronę. Jednak przez pierwsze dwa i pół tygodnia przejazd będzie bezpłatny - opłata będzie pobierana dopiero od 11 listopada.

To pierwszy odcinek autostrady w Stanach Zjednoczonych z dozwoloną prędkością 136,17 km/h. Dotychczas na najszybszych autostradach w Teksasie obowiązywała maksymalna prędkość 120 km/h (70 mil na godzinę). Na odcinkach w terenie zabudowanym maksymalna prędkość jest przeważnie ograniczona do 88 km/h.

Najszybszy w USA odcinek autostrady został wybudowany przez dwie prywatne firmy, hiszpańską Cintrę i Zachry z siedzibą w San Antonio w Teksasie. Decyzję o ustaleniu limitu prędkości na ponad 136 km/h podjęła stanowa legislatura w Teksasie. W zamian za zgodę za taki limit stan ma otrzymać od operatora płatnej autostrady 100 mln dolarów.

Przedstawiciele stanowego departamentu transportu w Teksasie zapewniają, że autostrada jest przystosowana do szybkiej jazdy. Ponad 60-kilometrowy odcinek omija tereny zabudowane. Droga jest przeważnie prosta. Specjalne tablice świetle zamontowane przy autostradzie mają przypominać kierowcom, że lewy pas przeznaczony jest dla wyprzedzających.

Policja zaapelowała do kierowców o nieprzekraczanie dozwolonej prędkości i zapowiedziała, że będzie karać mandatami tych, którzy ją przekroczą nawet minimalnie.

Pomysł podwyższenia limitu prędkości skrytykowało stowarzyszenie do spraw bezpieczeństwa autostrad skupiające gubernatorów amerykańskich miast (Governors Highway Safety Association).

"Ciągle nie możemy dać sobie rady z przekraczaniem prędkości" - powiedział dyrektor stowarzyszenia Jonathan Adkins. Co roku na amerykańskich drogach w wypadkach, których przyczyną była nadmierna prędkość, ginie 13 tys. osób. "Nie chciałbym być w chwili wypadku w samochodzie poruszającym się z prędkością 136 km/h" - dodał Adkins.

Autor: maz, PAP

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,12735401,W_Teksasie_otwarto_najszybszy_w_Ameryce_odcinek_autostrady.html



11:31, czeszka22
Link
środa, 03 października 2012

Fragment Opolszczyzny na małym ekranie będzie można zobaczyć już w najbliższą niedzielę. W prowadzonym przez Macieja Orłosia i Annę Karna programie "Nie ma jak Polska" pojawi się materiał, zrealizowany w naszym województwie.

Wszystko za sprawą Opolskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, która przy współpracy z Polską Organizacją Turystyczną przystąpiła do projektu. Efektem jest cykl odcinków, emitowanych na antenie w TVP1. Do tej pory prowadzący odwiedzili już m.in. Pomorze, Podkarpacie, Mazowsze, ale też Łódź, Białystok i Augustów.

Ze strony województwa opolskiego, chęć udziału w programie zadeklarowało Stowarzyszenie Kraina Św. Anny, gmina Prudnik oraz gmina Byczyna. W odcinku okiem kamery zobaczymy m.in. gród pod Byczyną, służący jako miejsce walk rycerskich i rekonstrukcji, a także słynny amfiteatr na Górze Św. Anny i opactwo cystersów w Jemielnicy.

Odcinek będzie można obejrzeć także w internecie na stronie http://www.tvp.pl/wiedza/przyroda/nie-ma-jak-polska.

11:14, czeszka22
Link
wtorek, 02 października 2012

Fragment tekstu autorstwa Tomasza Kapicy, NTO nr 215 z 14 września 2012


Bestiariusz największych polskich gangsterów

Marcina Mroza zabił facet, któremu Bob Dylan poświęcił później swój album. Król podziemia Al Capone drżał ze strachu na samą myśl o Heńku Wojciechowskim. Majer Suchowliński zbudował potęgę Las Vegas i zlecił zabójstwo Fidela Castro. A Rysiek Kozina wciąż jest jednym z dziesięciu najpotężniejszych mafiosów świata. Polacy zapisali swoją czarną kartę w historii światowej gangsterki.

W tej historii spotkamy romantycznych gangsterów i sadystycznych zwyrodnialców, godnych wiecznego potępienia. Opowieści, w których pragnienie zemsty zastępuje rozum, a zaufanie miesza się ze zdradą. A wszystko to podlane sosem pachnącym milionami dolarów i wieczną sławą.

Marcin Mróz przyszedł na świat w miejscowości Panna Maria w Teksasie 24 listopada w 1861 roku. Kilka miesięcy wcześniej jego rodzice Barbara i Walenty Mrozowie przyjechali do USA spod Strzelec Opolskich. To był czas wielkiej emigracji Ślązaków do Ameryki, którzy osiedlając się w Teksasie, zakładali osady o polsko brzmiących nazwach.

Pewnego dnia młody Marcin wybrał się wraz z dziadkiem Laurentym Plochem i swoją matką na targ do San Antonio. Szlaki wędrowne w Ameryce były wówczas bardzo niebezpieczne. Na pustyni zostali zaatakowani przez bandytów.

Dziadek, próbujący chronić rodzinę, zginął na miejscu, matka cudem uniknęła śmierci. Najgorsze dla Marcina było jednak to, że główny sprawca napadu został bardzo szybko wypuszczony z więzienia.

- Jeśli samemu nie zapewnisz sobie sprawiedliwości, to nikt ci jej nie zapewni - pomyślał w duchu Marcin i wziął to sobie głęboko do serca.

Następne lata przynosiły kolejne rozczarowania nowym światem, w jakim przyszło żyć osadnikom z Opolszczyzny. Pewnego razu krowy należące do rodziny Mroza weszły w szkodę na polu niemieckich emigrantów.

Niemcy przywłaszczyli sobie zwierzęta, co jeszcze bardziej sfrustrowało Marcina Mroza, którego Amerykanie zwali po swojemu Martin McRose, bądź Morose (co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "ponury”).

W rewanżu Martin zaczął kraść krowy sąsiadom. W tym celu opracował nowatorski pomysł przebijania znaków identyfikacyjnych, jakie wypalano zwierzętom na zadach. Już jako nastolatek został za to skazany na więzienie, jednak szybko wypuszczono go zza krat. Na wolności kontynuował swój proceder, a z czasem dorobił się na tym sporych pieniędzy.

Miejscowy sędzia wystawił za nim list gończy. Przed wymiarem sprawiedliwości McRose skrył się w mieście El Paso na granicy z Meksykiem.

Tam kupił swój własny zajazd, po amerykańsku zwany saloonem. U tubylców cieszył się sporym poważaniem i choć miał rewolwer, to podobno nigdy nikogo nie zabił, co na Dzikim Zachodzie wcale nie było takie oczywiste. Bez rozlewu krwi udało mu się nawet przepędzić z baru Boba Forda, bandytę, który zabił wcześniej legendarnego Jessy'ego Jamesa.

Swojej żonie (poznał ją w burdelu) dał skrzynię złota, prosząc, aby pojechała z nią do sędziego, który wystawił za nim list gończy. Ten podarek miał przekonać go do odstąpienia od ścigania kowboja z Panny Marii. Małżonka podjęła się zadania, jednak nie wywiązała się z niego najlepiej. Wszystko przez to, że przystawił się do niej niejaki John Wesley Harding.

- Harding był mordercą gotowym zabić kogoś tylko dlatego, że głośno chrapał w jego obecności - opowiada Korneliusz Pacuda, popularyzator muzyki country, autor wielu programów telewizyjnych i radiowych na jej temat. Pacuda napisał scenariusz i libretto do musicalu "Historia kowboja Martina Mroza”, który swą premierę miał cztery lata temu na pikniku Country w Mrągowie.

Zniecierpliwiony Martin w przebraniu wydostał się z miasta El Paso, by udać się do żony i zapytać, jak długo potrwa sprawa udobruchania sędziego. Nie wiedział, że został zdradzony.

- Wpadł w pułapkę zastawioną przez Hardinga i jego ludzi. Zginął zastrzelony przy moście nad Rio Grande - wyjaśnia Korneliusz Pacuda. Sam Harding (zginął niedługo później, bo nie rozliczył się z pieniędzy za zabójstwo Mroza) stał się inspiracją dla Boba Dylana, który w całości poświęcił mu jeden ze swoich albumów.

21:39, czeszka22
Link